Babcia Ania kojarzy mi się z miękkimi. ale mocno spracowanymi dłońmi i nieco surowym spojrzeniem człowieka, który wygląda i działa tak, jakby nigdy nie miał na nic czasu. Ale jak znaleźć czas doglądając przez całe życie piątki dzieci, kilkanaściorga wnucząt i prawnucząt?

Zdarzają się chwile. w których spojrzenie Babci Ani się zmienia. Przysiada na stołku w kuchni, zwrócona tyłem do okna, opiera pulchne przedramię o wysłużony blat kuchenny i wpatruje się w dal. Po chwili zaczyna coś nucić albo rozmawiać z Bogiem i w tym momencie zmienia się całkowicie. Wokół jej orzechowych oczu pojawiają się wtedy zmarszczki uśmiechu. Jest wzruszająca i bliska pomimo tego, że w tej chwili znajduje się myślami tak daleko, że prawie przestaje być fizycznie namacalna. Wydaje się, że okrywa ją wtedy jakaś magiczna mgiełka.

Kiedy Babcia Ania tak siedzi, trudno spotkać jej wzrok, nawet jeśli intensywnie szukasz. On jest daleko z przodu, właśnie gdzieś w krainie dobra i ładu, gdzie wszyscy jesteśmy grzeczni i wypoczęci. Gdzie po powrocie ze szkół i pracy. Wspólnie zasiadamy do stołu, by w gwarze rozmów i radosnych dokazywań maluchów pałaszować przyrządzone przez Babcię pyszności. W idealnym świecie Babci wszystko zawsze znika z talerzy do końca. Tak, żeby mogła wypowiedzieć swoje sakramentalne: „Nałóż sobie jeszcze...”.

Kiedy chwalimy smak jej potraw, zawsze tak zabawnie przewraca oczami i otwiera usta wypowiadając bezgłośnie “A tam...". Ale jej oczy tak bardzo się wtedy śmieją! W tych chwilach czuję, jak bardzo ją kocham. Czuję to tak mocno, że żałuje, że nie potrafię tak po prostu powiedzieć jej „Kocham Cię, Babciu”.

W swej skromności i codziennym zapracowaniu musi chyba postrzegać takie słowa, jako niewiele znaczące, bo przecież tyle jest jeszcze do zrobienia. Tyle, że „szkoda gadać". To wyznanie przeznaczone jest na specjalne okazje, na dobry moment. Na moment, w którym nie ma miejsca na machnięcie dłonią w geście zniecierpliwienia. Ale surowość mojej Babci nie wynika z jej charakteru, lecz z jej misji — misji człowieka, który musi zbawiać i ogarniać wszystko. Nie z wyrachowania czy dla splendoru... Tak po prostu. Jest w jej świecie taka

potrzeba i już. 

Babcia uczy wszystkie pokolenia kobiet w naszej rodzinie robić pierogi. Oczywiście ruskie — jak przystało na kresowiankę z krwi i kości. Ciasto i farsz muszą być takie jak nauczyła ją Mama - moja Prababcia Ewa, która dożyła sędziwego wieku i którą wciąż żywo mam w pamięci i sercu.

Podczas tej nauki sporo jest typowej dla Babci Ani surowości. Surowości i metodycznego, precyzyjnego podejścia do tematu. Ale Babcia w swojej bezgranicznej życiowej mądrości wie, że żaden ,ochrzan' w grę nie wchodzi, choć nie raz, każda z nas dawała jej popalić niezgrabnością i nierozgarnięciem. Babcia zamiast się niecierpliwić, powtarza wciąż od nowa, co i jak ma być zrobione. Ta cierpliwość jest wręcz niezwykla. Jest jak dar. Ma się wrażenie, że babcia ma dla nas największe pokłady cierpliwości właśnie przy tych pierogach. To

święty moment, który trzeba uszanować. Wiem, że Babci trudno było nie dać mi szmatą przez głowę raz, czy dwa - Żebym się w końcu nauczyła. Ale ona tego nie zrobi, nie odpuści, nie powie: „Idź, ja sama...". Babcia wie, że to przerwie tradycję. A tego się nie robi...

Dla mnie miłość ma nieco gorzki smak. Pozytywnie gorzki smak. Ma smak delikatnej goryczy, która podkreśla i uwydatnia prawdziwość tych uczuć. Delikatna gorycz pozwala zachować równowagę. Jest przeciwwagą do słodyczy, której nadmiar zaburza to, co w smakowaniu życia najważniejsze.

“A zdaniem Makaronów…”

Ola jest najbarwniejszą postacią w naszej firmie. Jak na Głowę Marketingu przystało. Zawsze mówi najdłużej, krzyczy najgłośniej i śmieje się najbardziej radośnie z nas wszystkich. Bez niej Makarony Polskie nie byłyby tymi samymi Makaronami. Ola, jeśli coś robi, to na 100%... albo i 200%, jeśli tylko się da. A dla niej nie ma rzeczy niemożliwych.

Przypomina Wam to coś?

Tak, tak. Ola jest lustrzanym odbiciem swojej babci. Oczywiście, kiedy jej to mówimy, macha ręką dodając swoje “A tam” i biegnie do pracy, której wiecznie jej mało. Szkoda czasu!

Przecież tyle jest do zrobienia! Gorzki smak dzięki niej czujemy czasem i my, kiedy ustawia nas do pionu i przywołuje do porządku :)

Ale wiemy, że robi to z troski o dobro naszej firmy, którą kocha całym sercem.

Ola na swoją ulubioną potrawę wytypowała zapiekankę makaronową a’la pierogi ruskie, która łączy w sobie tradycyjny smak i szybkość wykonania- jak na kobietę pracującą przystało :)